Często żeby kupić dobry i wartościowy produkt musimy się nieco natrudzić – nie inaczej sprawa ma się z wędlinami. Producenci kuszą nas nazwami przywołującymi skojarzenia z domowymi wędlinami lub chałupniczym sposobem ich produkcji. Niestety nazwy często bywają tylko wabikiem, a sama „szynka od chłopa” może mieć mniej mięsa niż nawet połowa. Drugim problemem jest ilość konserwantów, środków żelujących oraz wody, którymi faszerowane jest mięso. Czy nigdy nie zdarzyło się nam wyciągać z lodówki wędlinę, której papier był całkiem mokry? Postaramy się pomóc w wyborze dobrego produktu, a także spróbujemy zachęcić do samodzielnego wyrobu, który wbrew pozorom wcale nie jest taki trudny.
Po pierwsze: skład wędliny
Problemem jest witryna w sklepie mięsnym, gdzie podaną mamy tylko nazwę producenta bez składu produktu. Należy wiedzieć, że sprzedawca zawsze ma obowiązek zapoznać nas ze składem wędliny i to bez względu czy jest to hipermarket, czy osiedlowy sklepik. Najlepiej poprosić o etykietę i samodzielnie zapoznać się ze składem – w końcu przy dużym wyborze trudno, by ktoś zapamiętał wszystko. Naszą czujność powinno zwrócić kilka podstawowych informacji – procentowa ilość mięsa, jego rodzaj, czy w skład produktu wchodzi tzw. MOM, czyli mięso oddzielone mechanicznie oraz ilość i nazwa substancji dodatkowych. Procentowa ilość mięsa w wędlinie informuje nas po prostu ile „szynki jest w szynce”, a rodzaj odpowiada na pytanie czy do wieprzowiny nie dodano dodatkowo mięsa drobiowego. MOM to prawdziwy kłopot, gdyż mimo reguł które narzucają obowiązek co traktujemy jako mięso oddzielone mechanicznie, to nie mamy gwarancji, że tak właśnie jest.
Kolejna ważna informacja to substancje dodatkowe – E-450, 451 i 452 oraz E407 to najczęściej stosowane konserwanty, które mają na celu zatrzymanie w wędlinie wody. Następnym elementem dodatkowym są barwniki (np. E-120, E-300 i kolejne), które sprawiają, że mięso wygląda jak naprawdę wędzone lub suszone, co niestety nie musi być zgodne z prawdą. Częstą praktyką jest również dodatek białka sojowego, które podnosi jego ogólną zawartość w produkcie, tylko że chcąc zjeść białko roślinne możemy sami po nie sięgnąć.
Po drugie doświadczenie
Gdy już zaczniemy skrupulatniej zajmować się czytaniem etykiet z czasem odróżnimy produkty również wizualnie – dobrej jakości wędlina wytwarzana wg tradycyjnej receptury nigdy nie będzie śliska od wody. Warto też sprawdzać kolor mięsa – to wytwarzane wg tradycyjnych receptur będzie w przekroju niejednolite, co świadczy o naturalnym procesie suszenia, wędzenia lub pieczenia. Warto również zwrócić uwagę, że wędliny pozyskiwane z drobiu są najjaśniejsze, te z wieprzowiny ciemniejsze, a te z wołowiny o mocno czerwonej lub brązowej barwie. Kolejny warunek to marka producenta – jeśli kupiliśmy już kiedyś produkt o poprawnych parametrach lepiej nie eksperymentować i kupić kolejny z tej samej masarni. Niestety nazwy wędlin często są podobne lub nawet się powtarzają dlatego warto zwrócić na to szczególną uwagę.
Wyższa cena to również element, który może być wyznacznikiem, choć należy być wyjątkowo ostrożnym. Dobrym pomysłem jest szukanie zaufanego sklepu, w którym wędliny sprowadzane są od wybranych producentów – tam często sprzedawca zna skład na pamięć i nie ma problemu z odpowiedziami nawet na trudne pytania. Ostatni sposób na dobrą i zdrową wędlinę, to samodzielne przygotowanie jej w domu. Wystarczy kupić zwarty kawałek szynki, siatkę wędzarniczą oraz trochę soli do peklowania. Owiniętą w siatkę szynkę skruszamy przez kilka dni w solance z kilkoma ziarnami pieprzu, ziela angielskiego i czosnku, a następnie pieczemy w piekarniku w rękawie do pieczenia – jeśli mamy trochę miejsca i zacięcie majsterkowicza, to możemy na ogrodzie wykonać własną wędzarnię, ale to już materiał na inny artykuł.
Tutaj znajdziesz duży wybór wędlin: https://www.e-piotripawel.pl/kategoria/wedliny-i-mieso/951
